Czy Kaja Godek nienawidzi homoseksualistów?

Kaja Godek jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci życia publicznego w Polsce. Od lat jest twarzą polskiej debaty aborcyjnej, ikoną radykalnej prawicy i liderką na pierwszym froncie walki ideologicznej. W ubiegłym roku Trybunał Konstytucyjny zabrał jej główne pole aktywności, decydując w sprawie interpretacji ochrony prawa do życia, dlatego pod koniec października wróciła do Sejmu z nowym, spornym projektem wymierzonym w osoby LGBT i wolność zgromadzeń. Jak wypadła? Kiepsko. Jej radykalne wystąpienie nie jest spójne z niedopasowanym zachowaniem niewerbalnym. Dlatego szczerze wątpię w autentyczność prawicowej aktywistki i szczerość jej zaangażowania w inicjatywę.

Chcesz występować lepiej niż Kaja Godek?

Nic prostszego! Skorzystaj z oferty moich autorskich szkoleń i unikalnego treningu wystąpień publicznych z wykorzystaniem FaceReadera [ZOBACZ].

28 października 2021 roku podsumowując swoją wypowiedz w Sejmie pani Godek zaznaczyła, że homolobby w ogóle nie interesuje, co się potem dzieje z tymi dzieciakami. Chodzi o to, żeby te dzieciaki zostały zaprzęgnięte do określonego celu politycznego. I to jest obrzydliwe. To jest coś, czym należy się zawsze brzydzić, i każdy powinien się tym brzydzić. Brzmi niezwykle stanowczo i emocjonalnie. Słowa, których użyła są nie tylko związane z wyrażaniem obrzydzenia jako emocji, ale i są jednymi z najbardziej negatywnych słów w języku polskim. To nie wszystko – skrajnie prawicowa aktywistka powiązała środowiska LGBT z pedofilią i przedmiotowym podejściem do dzieci, zasugerowała ich eliminację z edukacji i opieki nad dziećmi, zarzuciła im płacenie młodzieży za udział w marszach równości, opowiadała o indoktrynacji, która sprawia, że dziewczyny nie czuły się kobietami, chłopcy nie czuli się mężczyznami, aby wreszcie domknąć swoje uzasadnienie najcięższym – moim zdaniem – argumentem: odpowiedzialnością aktywistów LGBT za samobójstwa wśród młodzieży. Z mównicy sejmowej stwierdziła: samobójstwa tych dzieciaków, które mają rozchwianą tożsamość seksualną, rozchwianą tożsamość płciową w takim krytycznym okresie, kiedy człowiek szuka swojej tożsamości, to jest właśnie wina ruchu LGBT. Oni krzyczą o samobójstwach, a z drugiej strony robią wszystko, żeby było ich jak najwięcej.

Czytając treść wypowiedzi pani Godek mamy wrażenie dramatycznego aktu oskarżenia wobec aktywistów LGBT, których działalność ją obrzydza i którzy przyczyniają się do naruszenia tego, co wiemy, że jest dla niej najważniejsze – prawa do życia. Zupełnie co innego odczułem oglądając nagranie jej wystąpienia w Sejmie. Nie miałem wątpliwości, że logika jej wypowiedzi ociera się o granicę mowy nienawiści, a może i nawet ją przekracza. Byłem pewien, że starcie z politykami lewicy i podgrzewanie konfliktu ideologicznego ją angażuje, a zainteresowanie mediów schlebia jej potrzebom. Ale treść jej wypowiedzi, uzasadnienie swojej opinii czy dobór słów sugerowały coś więcej – Kaja Godek zdawała się szczerze nienawidzić homoseksualistów oraz ludzi, którzy o nieheteronormatywności myślą inaczej niż w podsuwanych przez nią kategoriach patologii. Podobnie jak w niedawnym przypadku łez poseł Beaty Kempy, sięgnąłem po narzędzia automatycznego kodowania zachowania w systemie FaceReader, żeby sprawdzić, ile w niej było rzeczywistych obrzydzenia oraz pogardy?

Czy Kaja Godek czuła obrzydzenie mówiąc o środowisku LGBT?

Wiarygodne udawanie emocji, których nie odczuwamy jest piekielnie trudne. Łatwiej jest powiedzieć, że coś czujemy, niż wymusić na sobie czucie tego w danym momencie – oczywiście dobrzy aktorzy i wybitni mówcy wiedzą, jak to robić. Śmiało mogę postawić tezę, że pani Godek nie zalicza się ani do jednej, ani do drugiej grupy. Jeśli publicznie mówimy o obrzydzeniu ludźmi, które jest zarazem skrajnie negatywną emocją, jaki werbalnym wskaźnikiem uprzedmiotowienia (ponieważ brzydzimy się rzeczy, a ludźmi pogardzamy), to nasze niewerbalne kanały komunikacji powinny dostarczać odbiorcom potwierdzenia, że takie uczucie nam wtedy towarzyszy. Mówiąc, że należy się kimś brzydzić przekraczamy już te granice, które sprawiają, że tuszowanie ekspresji tego obrzydzenia jest niepotrzebne. Tymczasem, mówiąc to, pani Godek wyglądała tak:

7:13: Kaja Godek mówi, że działalność aktywistów LGBT jest obrzydliwa (zrzut z nagrania w YouTube, FaceReader 8.1).

Zupełny brak obrzydzenia i pogardy. Nic. Lekkie pobudzenie złości, subtelna ekspresja strachu, a poza tym dość neutralna twarz i postawa. Stanowcza, choć mało entuzjastyczna ilustracja gestami dłoni. Wzrok skierowany w stronę posłów prawicy, a nie ideologicznych oponentów. Pobudzenie zbliżone do poziomu neutralnego. Estymowane tętno w okolicach 75 bpm, zdecydowanie niższe niż kilkanaście sekund wcześniej, gdy złościła się na poprawność polityczną. Brak wyraźnych przejawów podwyższonego stresu czy wysokiego zaangażowania – pod kątem wskaźników zachowania nie widać różnicy względem początkowej części wystąpienia, gdy pani Godek głównie opowiadała o ideologicznym konflikcie tradycjonalizmu i liberalizmu. Przypominam, w tym momencie nie mówiła o kwestiach teoretycznych, ale proklamowała swoje obrzydzenie wobec środowisk LGBT.

W ogóle, przez ponad siedem minut wystąpienia pani Godek niewiele jest tych emocji, których odczuwanie deklarowała. W ogóle nie wystąpiły ekspresje pogardy, a subtelne przejawy obrzydzenia pojawiły się zaledwie dwa razy: kiedy mówiła o lewicowych anty-wartościach (1:33) i gdy krytykowała niedocenianie znaczenia obaw konserwatystów (6:17) – w tym drugim przypadku, jak widać na zrzucie poniżej, kierunek wzroku skłania do wątpliwości, czy emocja ta nie jest raczej wymierzona w oponentów ideologicznych aktywistki. Choćby najsłabsze sygnały obrzydzenia występowały łącznie przez 68 sekund wystąpienia pani Godek, najdłużej, kiedy opowiadała o policyjnych represjach wobec przeciwników marszów równości. Jeśli chodzi o tę emocję, to Kaję Godek bardziej obrzydza państwo, które nie chroni działaczy konserwatywnych, niż homoseksualiści, których oskarża o pedofilię, przemoc wobec dzieci i nakłanianie młodych ludzi do samobójstw. Nie brzmi to jak recepta na wiarygodne uzasadnienie projektu, który promuje jej fundacja.

6:17: Subtelna ekspresja obrzydzenia Kaji Godek (zrzut z nagrania w YouTube, FaceReader 8.1).
Jakie emocje towarzyszyły Kai Godek?

Występując przez Sejmem pani Godek była pełna złości. Analiza behawioralna nie pozostawia wątpliwości. Gniew zdominował krajobraz emocjonalny jej wypowiedzi, odpowiadając za 2/3 wystkich zauważalnych ekspresji i ponad 90% tych, które osiągnęły poziom umiarkowany. Sama treść wystąpienia tylko częściowo uzasadnia taką dynamikę emocji – oczywiście, Kaja Godek posługiwała się językiem konfrontacji, kreśląc wyraziste obrazy zderzenia ideologicznego między prawicą a lewicą oraz tłumaczyła, że kwestią praw mniejszości seksualnych jest kolejną bitwą w tej wojnie, ale jej argumenty są bardziej defensywne niż ofensywne. Lewej stronie parlamentu zarzuca agresję, podczas gdy to raczej jej wypowiedź jest przepełniona powtarzającymi się – raz silniejszymi, raz słabszymi – ekspresjami złości.

Jednak gniew, łącząc kanały werbalny i niewerbalny, nie był tak bardzo skierowany na środowiska LGBT, co był bardziej ogólny – Kaja Godek zdaje się odczuwać frustrację tym, jak wygląda współczesne społeczeństwo. Wyzwaniem dla niej nie jest to, że na ulicach polskich miast chodzą marsze równości, ale to, że świat nie jest zorganizowany na fundamencie zasad, jakimi się kieruje. Przyjrzyjmy się po kolei trzem sytuacjom, w których złość była najsilniej eksponowana na jej twarzy. Pod koniec wypowiedzi najwięcej gniewu widać było, gdy podkreślała, że jej obawy wobec wpływu homopropagandy nie są bez znaczenia (6:49). Napięte mięśnie twarzy, skupiony wzrok osłonięty opuszczonymi brwiami, ściągnięte usta i delikatnie opuszczona broda – wszystko to wskaźniki pobudzenia i złości budzącej w człowieku agresję. A do tego znacznie podwyższone estymowane tętno, które przekroczyło wówczas 100 bpm.

6:49: Kaja Godek mówi, że działalność aktywistów LGBT nie jest bez znaczenia (zrzut z nagrania w YouTube, FaceReader 8.1).

Minutę wcześniej pani Godek równie silną złość zaprezentowała mówiąc o zagrożeniach czyhających na młodzież (5:41), wymieniając nieheteronormatywność obok substancji uzależniających: alkoholu, narkotyków i nikotyny. Podobnie, mamy do czynienia z wyrazistą ekspresją gniewu, choć tym razem usta układają się inaczej, w sposób charakterystyczny dla krzyku. Na nagraniu widać nasilenie gestów ilustrujących, które dobrze oddają krzywą wykresu pobudzenia emocjonalnego, którego szczyt – na poziomie nieco powyżej linii bazowej – przypada na koniec argumentu.

5:41: Kaja Godek przestrzega przed zagrożeniami dla współczesnej młodzieży (zrzut z nagrania w YouTube, FaceReader 8.1).

Ciekawa jest też ostatnia z tak silnych sygnalizacji złości, która wystąpiła w finalnej części wypowiedzi, gdy Kaja Godek zarzucała aktywistom LGBT, że nie interesuje ich los dzieci, które doświadczają trudności ze swoją tożsamością seksualną lub płciową (7:08). Kończy ona serię 2-3-sekundowych, umiarkowanych ekspresji gniewu, które towarzyszą konkluzji prawicowej aktywistki – oczywiście taka emocja jest zrozumiała wobec argumentu o instrumentalnym wykorzystaniu dzieci przez lewicę w wojnie ideologicznej, ale bardziej wiarygodnym byłoby, gdy złości towarzyszył smutek lub strach, wskazujące na troskę lub obawy o młodzież. Autentyczności dodaje jej dopasowane do tempa wypowiedzi ilustorowanie dłońmi oraz gest zaprzeczenia, który wykonuje głową.

7:08: Kaja Godek zarzuca aktywistom LGBT brak zainteresowania losem młodych ludzi (zrzut z nagrania w YouTube, FaceReader 8.1).
Czy Kaja Godek współczuje rodzicom osób nieheteronormatywnych?

Drugą najważniejszą emocją, którą okazywała w sejmowym wystąpieniu prawicowa aktywistka był smutek. Chociaż brakuje w treści sugestii, że takie uczucie jej towarzyszyło, to można wyobrazić sobie kilka powodów, które mogłby je wywoływać. Kiedy mówiła o trudnościach młodych ludzi, żal mógłby być sygnałem troski czy współczucia. Mogła także smutkiem wyrażać swoją tęsknotę za światem, w których społeczeństwo kieruje się tradycyjnymi wartościami, które promuje. Jednak w przypadku Kai Godek smutek najsilniej pojawiał się w najbardziej zaskakujących momentach, w których trudno było się spodziewać takiej ekspresji. Pochylmy się nad dwoma najciekawszymi przykładami.

Pierwszym z nich jest domknięcie niezwykle agresywnego werbalnie fragmentu, w którym pani Godek wpierw powiązała środowiska LGBT z przemocą wobec dzieci (odwołując się do wcześniejszych sugestii swojego współpracownika pana Krzysztofa Kasprzaka), a następnie domykając postulatem ograniczenia prawa do pracy z dziećmi dla osób nieheteronormatywnych. Radykalną propozycję kończy jednak wyrazistą ekspresją smutku (3:33), którą dopełnia dobrze słyszalne w nagraniu pociągnięcie nosem. Obecność smutku nie jest zaskakująca – jak wspomniałem powyżej może sygnalizować troskę o los młodych ludzi – ale dziwi, że nie towarzyszy jej złość, którą krzywda dzieci powinna wywoływać w prawicowej aktywistce (a przynajmniej to między wierszami sugeruje jej wypowiedź). Można tylko postawić sobie pytanie, czego więc dotyczył ten smutek i na jaką refleksję był skierowany?

3:33: Kaja Godek ekspresją smutku kończy swoje oskarżenie środowiska LGBT o krzywdzenie dzieci (zrzut z nagrania w YouTube, FaceReader 8.1).

Drugi przypadek, to – w mojej opinii – najbardziej intrygująca obserwacja, jaką poczyniłem. Kiedy Kaja Godek dzieli się z parlamentarzystami swoją fantazją o przebiegu rozmowy między rodzicami a dzieckiem dokonującym coming-outu, to jest jej zdecydowanie smutno (5:31). Nagle, powtarzające się subtelne przejawy złości zostały zastąpione umiarkowaną ekspresją żalu. Spójrzmy na zrzut poniżej. Napięcie brwi i powiek, charakterystyczny grymas ust, broda ściągnięta ku klatce piersiowej, a do tego (widoczna na nagraniu) zmiana gestykulacji wskazująca na niespodziewane zamknięcie postawy. Nie wiem, czy pani Godek jest smutno z powodu trudności, z jakimi muszą mierzyć się nieheteronormatywni nastolatkowie, ale jestem zdania, że – co najmniej – współczuje tego doświadczenia ich rodzicom. Paradoksalnie, choć dowodzi to pewnej dozy empatii i przez to świadczy pozytywnie o prawicowej aktywistce, to umniejsza to wiarygodność treści jej wypowiedzi, w których przecież traktuje nieheteronormatywność jako patologię, którą należy leczyć. Jej przekaz to eliminiowanie osób LGBT z życia publicznego i obrzydzenie działaniem na rzecz ich praw, dlaczego więc miałaby okazywać wobec swoich oponentów troskę czy współczucie?

5:31: Kaja Godek wyobraża sobie przebieg rozmowy z dzieckiem dokonującym coming-outu (zrzut z nagrania w YouTube, FaceReader 8.1).
Czy kwestia praw osób LGBT jest dla Kai Godek w ogóle ważna?

Nie sądzę. Patrząc na zachowania niewerbalne i ekspresje emocjonalne pani Godek uważam, że motywować mogły ją albo chęć podtrzymania konfliktu ideologicznego, albo pragnienie odzyskania uwagi, którą utraciła po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przesłanek dopuszczalności przerywania ciąży. Oczywiście, konfrontacja z oponentami napędza ją w czasie wystąpienia w Sejmie – subtelne ekspresje radości pojawiały się, kiedy podkręcała ten spór: mówiąc o antywartościach lewicy (0:45 i 1:19), krytykując nieobecność posłów opozycji (1:10), spekulując o płaceniu nastolatkom za udział w marszach równości (4:55) oraz porównując nieheteronormatywność do uzależnienia od substancji (5:59). Te mikroekspresje są wskazówką, że prowokowanie przeciwników było czymś, co sprawiało jej przyjemność, ale gdy opowiadała o swoich wartościach emocje pozytywne już nie były obecne w jej zachowaniu.

Przyjrzyjmy się trzem wykresom, które umieściłem poniżej, gdyż dobrze uzasadniają one moje obiekcje dotyczące autentyczności zaangażowania pani Godek i jej rzeczywistego zainteresowania kwestią praw osób LGBT (czy homopropagandą, używając jej słów). Ich zestawienie dobrze oddaje różnice między tym, co na prawdę emocjonuje Kaję Godek i tym, co wpływa na nią słabiej. Pierwszy wykres (3:49–4:02) pokazuje wyraziste ekspresje złości, gdy prawicowa aktywista opowiada o lewicowej przemocy wobec wolontariuszy zbierających podpisy poparcia pod dyskutowaną inicjatywą. Drugi (4:19–4:32) wskazuje na znacznie słabsze pobudzenie, gdy mierzy się ona z pytanie Co jeśli dziecko powie, że jest homoseksualistą, co jeśli córka powie, że jest lesbijką, co jeśli syn powie, że jest gejem?, które jest pewnego rodzaju punktem odniesienia dla argumentacji w drugiej części wystąpienia. Wreszcie, ostatni (5:04–5:17) obrazuje przenikanie się subtelnych sygnałów złości, zaskoczenia i radości, kiedy kieruje wobec oponentów najsilniejszy zarzut, oskarżając aktywistów LGBT o bycie odpowiedzialnymi za dramat samobójczej śmierci nieheteronormatywnych młodych ludzi. Nie trzeba być ekspertem, aby dostrzec między nimi różnice.

3:49–4:02: Wykres intensywności ekspresji emocjonalnych Kai Godek
w czasie opisywania przemocy aktywistów lewicowych wobec wolontariuszy Fundacji Życie i Rodzina (FaceReader 8.1).
4:19–4:32: Wykres intensywności ekspresji emocjonalnych Kai Godek
w czasie rozważania, co oznacza nieheteronormatywność młodych ludzi (FaceReader 8.1).
5:04–5:17: Wykres intensywności ekspresji emocjonalnych Kai Godek
w czasie oskarżania aktywistów LGBT o odpowiedzialność za samobójstwa młodych ludzi (FaceReader 8.1).

Kluczowe aspekty wypowiedzi pani Godek dotyczącej sedna wystąpienia nie są dla niej nawet w połowie tak emocjonujące jak przeżywanie przeszkód, jakie przed wolontariuszami jej fundacji stawiali oponenci. Interwencja policjantów wobec jej współpracownika jest wyraźnie bardziej pobudzająca niż kluczowe pytanie o to, co oznacza dla młodych ludzi nieheteronormatywność czy drastyczny zarzut o winie za śmierć nastolatków, którą ponoszą organizacje wspierające mniejszości seksualne. Przez ten pryzmat warto raz jeszcze spojrzeć na wszystkie wyniki analizy zachowania, które omówiłem wcześniej.

Podsumowanie

Wystąpienie Kai Godek w debacie sejmowej nad inicjatywą ograniczenia wolności zgromadzeń osób LGBT było zdecydowanie niespójne. Radykalne i drastyczne – bliskie mowie nienawiści – treści wystąpienia, w którym prawicowa aktywistka wprost sugerowała swoje obrzydzenie, prezentowane są w towarzystwie dość ograniczonych ekspresji emocjonalnych zdominowanych przez złość. Defensywna argumentacja uzupełniona jest raczej agresywnym zachowaniem niewerbalnym, w którym gniew jest podstawą dynamiki wystąpienia. Zarazem, niemal zupełnie brak emocji, do których pani Godek się odwoływała – obrzydzenia i pogardy. Pojawiają się subtelne przecieki radości, gdy mówczyni stara się prowokować swoich oponentów, ale ciekwsze są ekspresje smutku, który pojawiał się w zaskakujących chwilach. Wskazuje on na pewien poziom troski czy współczucia, które – choć dobrze świadczą o empatyczności Kai Godek – to całkowicie niezgodne są z logiką jej wypowiedzi. Może być tak z dwóch powodów: albo prawicowa aktywistka jest bardzo słabym mówcą, albo nie podziela wiary w prawdziwość argumentu, który prezentuje. Bardziej prawdopodobne jest dla mnie drugie wyjaśnienie, ale pytanie, dlaczego pani Godek zdecydowała się być twarzą inicjatywy, która wydaje się być jej raczej obojętna pozostawiam już czytelnikom.


Wzruszony wsparciem kibiców Roman Jaremczuk

Cała Europa jednoczy się we wsparciu dla Ukrainy walczącej z rosyjską napaścią. Niezwykłe wydarzenie miało miejsce w czasie meczu ligi portugalskiej między Benfiką Lizbona a Vitorią Guimaraes, kiedy to kibice owacją przywitali na boisku ukraińskiego napastnika Romana Jaremczuka. Na twarzy piłkarza widać zaskoczenie i wzruszenie, które próbuje opanować, aby być w stanie dać wsparcie swojejCzytaj dalej „Wzruszony wsparciem kibiców Roman Jaremczuk”

Emocje wojny w orędziach Władimira Putina

Światowe media komentują wystąpienia rosyjskiego prezydenta jako agresywny wstęp do zbrojnej napaści na Ukrainę, podkreślając gniew, którego pełne były wypowiedzi Władimira Putina. Analiza mowy ciała i komunikacji emocjonalnej pozwala porównać zachowanie polityka z jego słowami, rozstrzygając, czy werbalnej wrogości towarzyszą negatywne emocje i jak są silne. Zastanawiam się, co pchnęło Putina do wojny i jakieCzytaj dalej „Emocje wojny w orędziach Władimira Putina”

Czy Wojciech Jaruzelski czuł strach?

Dzisiaj wyruszamy w podróż w czasie. Cztery dekady upłynęły od dnia, w którym generał Wojciech Jaruzelski wprowadził w Polsce stan wojenny, swoją decyzją grzebiąc nadzieje na pokojowe zmiany w rządzonym przez komunistów kraju. 13 grudnia 1981 roku to niewątpliwie jedna z najważniejszych dat w politycznej historii Polski i symboliczna granica karnawału „Solidarności”, zrywu wolności przeciwkoCzytaj dalej „Czy Wojciech Jaruzelski czuł strach?”

Opublikowane przez patryk.wawrzynski

dr Patryk Wawrzyński - twórca Alpaka Innovations, kierownik projektu #remEmotions w ICNT UMK, popularyzator nauki, ekspert komunikacyjny i bloger.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: